sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 17

Drzwi się otworzyły a w nich ujrzałam Sonny. Jej rude kłaki opadały na ramiona, skóra była jakaś bladsza a zielone oczy zaszklone. Na sobie miała szary dres. Na sam jej widok zrobiło mi się niedobrze.
-Tak mi przykro. – Rzekła i mnie mocno przytuliła. Oszołomiona odepchnęłam ją.
-Co ty robisz?! O co ci wgl chodzi?! – Podniosłam głos. Ruda patrzyła na mnie z lekka zdziwiona.
-To Tyl nic nie wiesz? – Zdziwiła się.
-A co mam niby wiedzieć? – Mój głos stał się oschły.
-Wejdź. – Ruchem ręki zaprosiła mnie do środka. Nie chętnie, ale przekroczyłam próg. W domu nic się nie zmieniło oprócz tego, że strasznie śmierdziało. Podreptałam za Sonny do salonu i zajęłam miejsce na fotelu.
-Streszczaj się mam mało czasu. – Obrzuciłam ją lodowatym spojrzeniem.
-A więc wczoraj.. – Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, którymi się wcale nie przejęłam. – Wczoraj mama i tata mieli wypadek. – Dokończyła i rozryczała się na dobre. Moja mina w tym momencie mówiła, „ WTF?! „·
-Słucham? – Zapytałam mając nadzieję, że coś mi się przesłyszało.
-Oni nie żyją! – Zapłakana wykrzyczała mi te słowa w twarz.
-Muszę już iść. – Wstałam pospiesznie z fotele i wybiegłam z domu. Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na ulewę. Z moich oczu nie płynęły łzy. Moja matka i ten facet nie są warci łez sączących się z moich oczu. Deszcz tak padał, że nawet nie widziałam gdzie biegnę. Nie do końca świadoma tego, co robię wbiegłam pod koła samochodu. Ostatnie, co pamiętam to dźwięk klaksonu, jasne światła, przeraźliwy ból, który rozszedł się w parę sekund po całym ciele i ciemność.


Otworzyłam powieki i zostałam porażona przez jasne światło. Zamrugałam kilka razy, aby wyostrzyć ostrość. Zobaczyłam białawe ściany i jakąś młodą kobietę. Do nozdrzy trafił zapach szpitala a głowa pulsowała pod wpływem bólu. Nie wiedząc, co się stało postanowiłam o to zapytam. Odchrząknęłam zwracając tym uwagę jak mniemam pielęgniarki.
-O już się obudziłaś! – Powiedziała to z taką radością. – Idę po doktora. – Kierowała się już w stronę drzwi, ale ją zatrzymałam.
-Proszę poczekać! – Krzyknęłam słabym głosem. Długowłosa brunetka obróciła się w moją stronę i posłała pytające spojrzenie. – Co się stało? – Zapytałam.
-Lekarz ci wszystko wyjaśni. – I zniknęła za białymi drzwiami. Zdezorientowana oparłam się o niewygodne, szpitalne poduszki i usiłowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Pamiętam, aby wizytę w domu Sonny to jak powiedziała mi, że rodzice nie żyją, dźwięk klaksonu, światła potworny ból i ciemność. – Ze stanu myślenia wyrwało mnie skrzypnięcie drzwi. Odruchowo spojrzałam w ich stronę i ukazał mi się siwy, wysoki facet z okularami na nosie i zmarszczkami. Ubrany był w biały „ fartuch „.
-Dzień dobry. – Odezwał się niskim głosem. W odpowiedzi skinęłam, aby głową. – Cieszę się, że już się obudziłaś. – Posłał mi szczery uśmiech.
-Tak wszystko fajnie, ale co mi się stało? – Zapytałam podenerwowana. Siwy mężczyzna wziął głęboki wdech i zaczął mi wszystko wyjaśniać.
-A więc rok temu.. – Przerwałam mu.
-Co? Jaki rok? Co mnie obchodzi, co się działo rok temu?! – Uniosłam się pomimo pulsującej głowy.
-Proszę mi nie przerywać. – Oburzył się. – Rok temu straciła pani przytomność na moście. W pani krwi wykryto sporą dawkę alkoholu. Jakaś kobieta zadzwoniła po karetkę, kiedy straciłaś przytomność. Będąc na miejscu dalej się nie obudziłaś. Zapadłaś na rok w śpiączkę. Wszyscy już stracili nadzieję, że się z niej wybudzisz, ale jak widać… - uśmiechną się do mnie. – Jesteś już z nami. – Tymi oto słowami zakończył swój monolog a ja patrzyłam na niego jak na wariata.
-Co mi tu pan pieprzy jakieś głupoty? – Zapytałam przez śmiech.
-Nie rozumiem… - zdezorientowany mężczyzna patrzył na mnie czekając chyba na wyjaśnienia.
-Doktorze ja nie zapadłam w żadną śpiączkę. Po tym jak straciłam przytomność obudziłam się w swoim domu. Ostatnie, co pamiętam zanim tu trafiłam to dźwięk klaksonu, światła, i ból. – Wyjaśniłam.
-Przykro mi, ale to nie prawda. Możliwe, że przez cały rok będąc w śpiączce pani śniła. – Rzekł.
-Czyli ja cały rok spałam? – Nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Tak. Za dwa dni dostanie pani wypis. – Siwy facet opuścił moją sale a ja dalej w szoku zaczęłam to wszystko sobie układać w głowie.
Jak to możliwe, że to był sen? Przecież wszystko było takie realne, prawdziwe. A więc nie ma żadnego One Direction ja nie mam siostry i nie przyjaźnię się z wilkiem. Moi rodzice żyją i dalej mają mnie w dupe. To chyba jakiś żart. – Nie zdążyłam dokończyć swoich przemyśleń, bo do Sali weszła jakaś kobieta. Miała długie brązowe włosy i grzywkę na bok. Ubrana była w beżowe rurki, brązowy płaszcz z dużymi, czarnymi guzikami a na stopach miała brązowe kozaki. Na moje oko miała 26-28 lat. Jej brązowe oczy zdobiły radosne iskierki a usta były ułożone w uśmiech. W jej prawej ręce znajdowała się czarna teczka.
-Cześć Amy jestem. – Wyciągnęła do mnie dłoń tym samym wyrywając mnie z przemyśleń. Potrząsnęłam lekko głową i uścisnęłam jej rękę.
-Dominika. – Mój głos był pozbawiony jakichkolwiek emocji. – Mogę wiedzieć, kim jesteś? – Zapytałam niemiłym tonem wyrażając tym samym niezadowolenie jej osobą.
-Jestem Amy William. Prawniczka twojego ojca i matki. – Przedstawiła się po raz kolejny. – Przyniosłam dokumenty do podpisania testamentu. – Dodała.
-Jakiego testamentu? – Zapytałam od niechcenia nawet na nią nie patrząc.
-Cztery miesiące temu twój ojciec zmarł na raka i przepisał ci testament. – To, co usłyszałam minie zdziwiło. Oczywiście nie było mi smutno, ponieważ nie znałam go prawie wcale.
-A co z matką? ·-Po śmierci twojego ojca popełniła samobójstwo. – Głos William był przepełniony troską, która mnie wkurzała.
-Daj te dokumenty. – Po chwili przed nosem miałam testament. Zaczęłam go uważnie czytać a z każdym słowem moje oczy błyszczały jak diamenty. Okazało się, że ojciec zapisał mi cały majątek, czyli 83000000 miliony £. A wiecie, co mnie bardzo dziwi? Skąd moi rodzice mieli tyle kasy? Owszem mieli dobrze płatną pracę no, ale że aż tak?! Dobra nie wnikam ważne, że jest kasa! Nie będę musiała harować za jakieś grosze. – Szybko podpisałam się nieczytelnie w wyznaczonym miejscu i oddałam kobiecie dokumenty.
-Coś jeszcze? – Zapytałam.
-Nie to tyle. – Opuściła moją salę i zostałam sama. Przejechałam wzrokiem po całej Sali i zatrzymałam wzrok na oknie a raczej na widoku za oknem. Na dworze było biało. Cały Londyn pokrywał śnieżny śniegowy puch a niebo było już kolory ciemno-niebieskiego. Westchnęłam głośno i przymknęłam powieki. Już po chwili byłam w krainie snów.

Tydzień później.

Już od tygodnia jestem w swoim nowym domu. Tak kupiłam nowy dom znajdujący się na obrzeżach Londynu w bardzo spokojnej okolicy. Był jedno piętrowy i mieściło się w nim 9 pokoi a doliczając do tego dwie łazienki, salon, kuchnię i mały kwadratowy pokój, który został moją garderobą to wszystkich pomieszczeń było 14. Przed domem znajdował się basen, ogród i garaż z podjazdem, na którym znajdowało się czarne BMW. Na zewnątrz dom był kolory beżowego, dach brązowy a futryny okien brązowe tak samo jak dach i drzwi. Mam 18 lat, więc stwierdziłam, że nie będę już chodziła do szkoły. Jak na razie nie mam żadnych znajomych i nie chcę mieć tak długo jak będzie to możliwe. Oczywiście czasem jest mi przykro, że nie mam bliskiej osoby, ale to uczucie szybko znika z mojej głowy. Ten cały mój sen sprawił, że stałam się nie ufna wobec ludzi, egoistyczna, chamska i strasznie mściwa. Właściwie to nie wiem, czego ale dobrze mi jest z takim charakterem. – Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Niechętnie podniosłam swoje cztery litery z czarnej kanapy ze skóry i skierowałam się do drzwi. Byłam lekko zdziwiona, bo tak jak już wspominałam nie mam znajomych.
Otworzyłam drzwi a tam…CDN

Hej. Na początek chcę wam bardzo podziękować
za 90 komentarzy pod wcześniejszym rozdziałem ! <3 Kocham was !
A teraz przejdźmy do rozdziału. ; ) Nie podoba mi się. Jest nudno i wgl no
ale musiałam jakoś sprostować tą historię. Paktofonikę i wilka umieściłam w blogu bo wszystko
od 1 rozdziału do 16 i początek tego rozdziału to był sen Dominiki.
Swoja opinię wyraźcie w postaci komentarza.
Do zobaczenia !!!